Kurcze. Jak ten czas szybko leci. Dwa miesiące minęły od mojego ostatniego wpisu. W międzyczasie ożeniłem się ;) Wrzuciłbym kilka fotek ze ślubu, ale nie o tym chcę dzisiaj napisać.
W ramach wiecznego dokształcania ustaliłem sobie na dziś ambitny plan. Przeczytać przynajmniej 2 zaległe e-Lettery i przeczytanie kolejnego rozdziału książki „Handlowanie to gra”. Tak się zaczytałem w e-Letterach, że już 4 pożarłem :-) Niektóre są naprawdę rewelacyjne.
Dziś np przeczytałem taki mądry fragment:
„Skuteczni menedżerowie przestrzegają dwóch zasad:
Po pierwsze wiedzą, na czym schodzi im czas – w związku z tym starają się jak najlepiej zarządzać tą jego częścią, na którą mają wpływ.
Po drugie dążą do osiągnięcia konkretnych rezultatów. Dobrze wiedzą, że nie chodzi o to, aby po całym dniu wrócić do domu zmęczonym, ale o to, by osiągnąć coś konkretnego. Dlatego zawsze, zanim się za coś zabiorą, zadają sobie pytanie – jaki jest cel tej pracy, na ile przybliży ich ona do zrealizowania najważniejszych zadań?”
Takie niby prawie oczywiste sformułowanie, ale dało mi do myślenia. Mam już pewną wiedzę z zakresu planowania i stawiania sobie celów, ale jakoś w codziennych obowiązkach mi te detale umykają. Fajnie jest raz na jakiś czas odświeżyć sobie oczywiste wiadomości.
Muszę się przyznać, że nie jest łatwe zarządzanie firmą. Zwłaszcza, gdy ma się tyle innych rzeczy na głowie, że tylko wydaje Ci się, że zarządzasz. Czym jest zarządzanie? Podejmowaniem decyzji? Motywowaniem zespołu? Zatrudnianiem pracowników? Rozdawaniem premii? Kontaktami z klientem? Nawiązywaniem współpracy? Szukaniem nowych rozwiązań? Niewątpliwie po części każdą z w/w czynności i jeszcze wielu innych. Ale jak na to wszystko znaleźć czas mając na głowie sporo rzeczy, które z zarządzaniem nigdy przy jednym stole nie siedziały?
Po pewnym czasie przychodzą do głowy różne myśli… „nie spełniasz się jako dyrektor…”, „masz coraz mniej pomysłów…”, „gdybyś był bardziej wytrwały/uparty/pracowity firma już dawno wyszłaby na prostą”, itd. itp. Tylko gdzieś tam głęboko wierzysz, że to nie Twoja wina, bo pracujesz dużo, a nawet za dużo, że prawie nie poświęcasz czasu dopiero poślubionej żonie, bo wciąż jesteś w pracy. Trzeba chyba mieć mocną psychikę, żeby temu wszystkiemu nie ulec.
Na szczęście jasno widzę swoją przyszłość i wiem, jak będzie wyglądała. Sam ją sobie stworzę, a chwilowe trudności tylko umacniają mój charakter. Są jak zrośnięte po złamaniu kości, które stają się coraz twardsze. Rany się goją, a następne już tak łatwo nie powstają.
Czy w życiu liczy się to ile kasy masz na koncie? Czy ważne jakim samochodem jeździsz i w jakiej dzielnicy mieszkasz? Czy może bardziej liczy się to, jak Ci jest ze sobą w tym życiu i czy gdybyś miał jutro umrzeć to byłbyś zadowolony ze swego życia patrząc wstecz?
Kiedyś przeczytałem mądre zdanie, które właśnie sobie przypomniałem. Na pewno je trochę przekręcę, ale zasadnicza myśl pozostanie:
Podejmując jakąkolwiek decyzję... pamiętaj, że śmierć stoi za Tobą i się przygląda. Niech ona będzie Twoim najlepszym doradcą. Jeśli coś w jej obliczu traci swoją wartość to znaczy, że nie jest warte Twojego czasu.